domy skaczą w konwulsjach sklepień 
krew bulgoce ustami rynien
ręce moje wyciągam ślepe:
oddaj oddaj cóżeś nam winien!

gwiazdy z nieba lecą jak wiśnie
ostre dreszcze wstrząsają światem
znowu przyjdzie zgwałci i ciśnie
noc-megiera w kolczykach świateł

puść nas! puść nas! dosyć już czekam!
otwórz wszystkim nieznane dróżki!
daj nam także do dzbanka z mlekiem
z chmur łyżeczką zbierać kożuszki

słyszysz dzieci co cię wołają?
przyjdź już! przyjdź już! weź nas i prowadź!
po alejach twojego raju
daj nam raz się przespacerować

czemu czemu karcisz nas gniewem?
złość otrząsam jak drzewa z szyszek
przed twym tronem stoję i śpiewam
otom panie święty franciszek!

przyjm nas! przyjm nas! wszyscyśmy święci
dobrzy ludzie prości i cisi
po cóż twarz twa jak kula rtęci
słońcem czarnym nad nami wisi?

jakoż brama twoja zamknięta?
otwórz! otwórz słyszysz kołatam!
przyszły lata naszego święta
wszystkich ludzi z całego świata.

zejdź już! zejdź już! nie każ się prosić!
dokąd każesz daremnie grzmieć mi?
krwi twej ofiar mamy już dosyć!
ciesz się z nami twoimi dziećmi!

po cóż po cóż na krzyżu pościsz
łaski swojej skąpisz wybrańcom?
dobrzy ludzie cisi i prości
dawny świat ten zbawili tańcem

długo byłeś ze swoich sług rad
płacz nad nami świętymi w złości
o twe racje któreś nam ukradł,
z aniołami rzucamy kości!


Świat 
zawisnął
na liczbie
jak na belce dźwigara!
W każdej linie - krzyk pręży się czyjś!
Tylko nas
tylko nas
jak bezcenne cygara
zatrzasnęli
w szkatułkach bez wyjść!
Tylko nas
tylko nas
krągłogłowych i białych
jak żyjące odsetki ich rent
zatrzasnęli
jak w sejfach swoich kas ogniotrwałych
w czarnych domach
tłuc głową
o pręt!
Dzień
przysyła nam co dzień
noc
przemądrą znachorkę
Z wąskich palców tchnie słodycz i chłód - -
Gdzieś
za ścianą
ćmią miasta czarnych tłumów machorkę
w fajkach fabryk
warsztatów
i hut
Długo człowiek na popiół w nich się zwęglał
i błyszczał
Skargą dymu
do nieba się piął - -
Suchym kaszlem
gwałtownym
i chrapliwym
jak wystrzał
przyjdzie kiedyś
wykasłać go
z krwią!

We snach
skaczą
jak szczury
ręce chwytne i krewkie
w deszczu weksli
banknotów
i kart
Wszystkie rzeczy na świecie
mają szorstką podszewkę
z naszej krzywdy
rapatej
jak part
Armia, mrówek nam wszechświat na atomy rozkradła
poznaczyła je:
który i czyj - -
W naszych skrzętnych mrowiskach
nasze domy-widziadła
będą sterczeć już zawsze
jak kij
Za oknami nam huczy wieczny odpływ
i przypływ
szumem kropel
namolnym
i złym
Żmudny kadryl bezmyślny
lat przestępnych i zwykłych
był łańcuchem jesieni i zim
Kiedyż wreszcie
na syren zachrypniętych skowronkach
sfrunie wiosna dla wszystkich na świat?
Na Pawiakach
w Brygidkach
po Łukiszkach
na Wronkach
my czekamy
czekamy
od lat!

Przyjdzie dzień twój -
o tłumie!
i przegródki dni martwych
runą
dane na twardy żer łbom
Wypłyniemy
na falach twoich ramion
i bar twych -
sześć tysięcy Alainów Gerbault!
Będzie w górze
nad nami
migot źrenic
jak w lustrze - -
trzask łamiących się lodów i form
Po cieśninach
zatokach
z najludniejszych w najpustsze
będzie ciskał
i huśtał nas
sztorm

Przyjdzie czas
przyjdzie czas
szale wagi się chybną
Jeszcze rok
jeszcze dzień
jeszcze pół - -
Może nam właśnie
nam
być tą kroplą niechybną
Co ciężarem
przeważy ją
w dół - -
W wrzawie obcych protestów
w zgiełku słów byle o czem
zagłuszając ich nicość i czczość
skrwawionymi rękami
w czarne ściany łomocem:
O - otwórzcie!
Otwórzcie!
Już dość!