Motto:
"Oh, le bruits de la pluie..."
Verlain
Pada deszcz. Pada deszcz.
Tańczą cienie na firance...
Biały Pierrot, nocny wieszcz,
Deklamuje lilii stance.
Nocą... Cśśścho... Wszystko śpi...
Jacyś... w kryzach... Mrok... rozpływa...
Wynosili coś przez drzwi...
Miękkie kroki wchodzą w dywan...
Krzywy pajac, biedny klown,
Głupi rycerz Beatryczy
Twarz wykrzywił zło, jak faun,
Na podłodze siadł i KRZYCZY...
Jak chcesz wrzeszczeć - ciszej wrzeszcz!
Przyjdą ludzie!... Światło wniosą!...
Pada deszcz. Pada deszcz.
Monotonnie. Capricioso.
Tobie, Reniu
Już od dawna z latarni zdarto krepy abażur,
Z szpalt dzienników spłynęły czarnych liter strumienie.
W oddalonym grobowcu na kalwińskim cmentarzu
Pochowała już Polska swe krwawiące sumienie.
Ozdobiła Mu szyję w wielkiej wstęgi naszyjnik,
Rozkazała jednemu: Ty mu pokłon swój udasz!
W kornej ciszy narodu zagorzały partyjnik
Wielkiej piersi wystygłej dotknął ręką jak Judasz.
Dziś jest cicho i prosto, jakoś mdławo i ckliwie,
Dni mijają za dniami jednostajne jak kierat,
Jak by nic się przez fakt ten nie zmieniło właściwie,
Że na Zamku w Warszawie umarł jeden literat.
Tylko krzyczy zaklęte w karty książek dziedzictwo,
Że w nich żyje coś więcej niż wspomnienie poddaństwa,
Że umarło z nim narodowe dziewictwo,
Zdeptane butami rodzącego się Państwa.
Dziś, gdy sen nasz o chlebie w dłonie noże nam kładzie,
Bezlitosny jak nędzarz, co podzielił swój dom z kim -
Dla tych, którym się jeszcze sen majaczy o szpadzie,
Sen o Polsce bezgrzesznej - będzie snem o Żeromskim.
Zalistowiał cichosennie w cichopłaczu cicholas,
Jak chodziły nim panienki, pierwiośnianki, ekstazerki,
Kołysały się, schylały, rwały grzyby w bombonierki,
Atłasowe, żółte grzyby, te, co rosną tylko raz.
Opadały pierwsze liście na sukienki crepe de chine,
Kołysały się rytmicznie u falbanek walansjenki,
Zapłakały białe brzozy, podkrążone demimondainki
I złe buki, stare mruki, pogrążone w wieczny spleen.
Zalistowiał, zakołowiał, zaechowiał w cichośnie,
Posypały się kropelki na pluszowe pantofelki,
Zostawiły żal maleńki, zostawiły żal niewielki...
Pójdą dalej cieniem alej. Będzie płacz... a może nie...