kiwał, Zalistowiał cichosennie w cichopłaczu cicholas,." /> kiwał, Zalistowiał cichosennie w cichopłaczu cicholas,." />

Zapisz swoję ulubione piosenki

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Motto: 
"Oh, le bruits de la pluie..."
Verlain

Pada deszcz. Pada deszcz.
Tańczą cienie na firance...
Biały Pierrot, nocny wieszcz,
Deklamuje lilii stance.

Nocą... Cśśścho... Wszystko śpi...
Jacyś... w kryzach... Mrok... rozpływa...
Wynosili coś przez drzwi...
Miękkie kroki wchodzą w dywan...

Krzywy pajac, biedny klown,
Głupi rycerz Beatryczy
Twarz wykrzywił zło, jak faun,
Na podłodze siadł i KRZYCZY...

Jak chcesz wrzeszczeć - ciszej wrzeszcz!
Przyjdą ludzie!... Światło wniosą!...

Pada deszcz. Pada deszcz.
Monotonnie. Capricioso.

Tobie, Reniu


kawiarnia była nabita szczelnie 
kiwał się rajer nad każdym stolikiem
na palcach chodził po sali kelner
roznosił na tacy likier

i gdy do taktu orkiestry pstrej
stawiał przed gościem kotlet
ujrzał we fraku świński ryj
zmieszał się nagle i pobladł

dziwny mu w myślach zrodził się zamęt
w noc roziskrzoną po drutach biegł
cicho, pod skrzypiec akompaniament
na dworze padał śnieg

i widział ołtarz, skąd schodził anioł
wiatr go kołysał na strandzie
gdy kapał sosem na białą panią
w czarnym olbrzymim Rembrandcie

śnił mu się pomost rozkwitłych warg
i nie mógł po nim przeleźć
i widział tylko spasly kark
i szczęk ruchomą czeluść

cichutko w kącie stanął i wklęsł
jak dzieci nocą przy szybach
a białej pani trzepotał rzęs
bezgłośnie krzyczał: "wybaw!"

przez cały wieczór chodził jak we śnie
wyrazy cedził skąpo
i tylko jeden raz się roześmiał
kiedy przynosił im kompot

i widział halle o złotych stołach
jasne jak nigdy przedtem
kiedy go cicho ktoś z nich zawołał
wolno na palcach wszedl tam

i pobladł tapet wiśniowy pastel
nim krzyk kobiecy je pożarł
gdy gardła gościa obwisły plaster
otwierał kelner NOŻEM!


Zalistowiał cichosennie w cichopłaczu cicholas, 
Jak chodziły nim panienki, pierwiośnianki, ekstazerki,
Kołysały się, schylały, rwały grzyby w bombonierki,
Atłasowe, żółte grzyby, te, co rosną tylko raz.
Opadały pierwsze liście na sukienki crepe de chine,
Kołysały się rytmicznie u falbanek walansjenki,
Zapłakały białe brzozy, podkrążone demimondainki
I złe buki, stare mruki, pogrążone w wieczny spleen.

Zalistowiał, zakołowiał, zaechowiał w cichośnie,
Posypały się kropelki na pluszowe pantofelki,
Zostawiły żal maleńki, zostawiły żal niewielki...
Pójdą dalej cieniem alej. Będzie płacz... a może nie...